Zażynek 2009
W dniach 19-20 września 2009 w Puszczy Knyszyńskiej odbył się po raz siódmy Podlaski Rajd Długodystansowy Zażynek. Wcześniejsze edycje odbywały się w okolicach Michałowa, a tym razem baza zawodów znajdowała się w Knyszynie, więc zmianę miejsca wszyscy przyjęli z radością- nowe trasy, nowe wyzwania. W tym roku, wyjątkowa bardzo ładna pogoda- bez siąpiącego deszczu i przejmującego wiatru.
Rywalizację rozpoczęliśmy o godzinie 12:00. Zaopatrzeni w mapy i materiały dostarczone przez organizatora ruszyliśmy w drogę. Na początek pierwsza setka rowerem. Droga żwirowa lub piaszczysta, głównie piaszczysta i z małymi niespodziankami w stylu wystających korzeni. Liczne podjazdy naprawdę dawały się we znaki. Wybrukowane mijane miejscowości też zbytnio nie ułatwiały jazdy. Nie ma to jak asfalt. Nawet ten lekko podziurawiony. A do tego jeszcze trzeba było co chwila sprawdzać na mapie, czy dobrze się jedzie. Zboczenie z trasy kosztowało i sporo czasu i sporo wysiłku. Wolniej pokonane piaszczyste odcinki każdy próbował sobie odbić na utwardzonej nawierzchni.
Po zakończeniu I etapu chwila odpoczynku. Lekki posiłek, coś ciepłego do picia i przebranie się w cieplejsze ubranie- powoli zbliżał się wieczór i robiło się coraz chłodniej. Tym razem 80km i trzeba było dojechać do najdalej na północ wysuniętego punktu rajdu. Czyli ciekawe leśne i już nocne odcinki. Nie ma to jak w lesie rozpoznawać po ciemku, czy wybrało się odpowiedni zjazd i odpowiednią dróżkę. Nie mówiąc już o trzecim, 60km etapie pokonywanym w głębokiej, czarnej nocy. Było naprawdę zimno i wilgotno- bluzy polarowe, rękawiczki i czapka się naprawdę przydały.
Po trzecim etapie trochę dłuższy odpoczynek. Większość o tej porze dopadł kryzys- pokonane ponad 240 km dawało się już we znaki, a w dodatku brak snu robił swoje. Najchętniej człowiek by się zwinął w kłębek i się przespał. Jedyne co pocieszało, to fakt, że czwarty etap miał tylko 40km. Jednak dla wielu z nas było to najdłuższe 40km- wiele osób popełniało ze zmęczenia błędy przy czytaniu mapy. Pomyłki kosztowały naprawdę sporo wysiłku i nastrajały negatywnie do pozostałej, już przecież niewielkiej części trasy.
Ale ostatnie 20km minęło już szybko- było już jasno, trasę łatwo można było odnaleźć.
Pokonanych ponad 300km, za sobą ponad 18 godzin jazdy. Już tylko trzeba było odpocząć i się przespać przed powrotem do domu.